Na przerwie udałam się rozejrzeć po ogłoszeniach...
-"Biały Tygrys"... Na pustyni za miastem...nakazano złapać... dowiedzieć się... Hmmm.... hmm.... hmmm....-czytałam pod nosem bardzo szybko. No cóż, może być... Miecz się nie przyda, hę? Więc, wezmę "nóż do masła". Ustaliłam wszystko z dyrektorem, poszłam do swojej prowizorycznej szafki i wzięłam niezbędny ekwipunek... -Ku przygodzie!-krzyknęłam na cały korytarz maszerując zabawnie podnosząc nogi... Inny patrzyli się na mnie jak na wariatkę, no cóż, trudno. Trzymałam mapę oburącz, bezradnie rozglądając się we wszystkie strony... -O rany! Jak to daleko...!-powiedziałam kopiąc pietą w ziemię. Zaczęłam iść na północ, przydałoby mi się kiedyś zrobić to prawo jazdy... "Dobrze że mam wygodne buty"-pomyślałam Właściwie to podobna droga jak do mojego mieszkania... Za Akademią ok. 2 km. jest ta "pustynia" Ale jaka jest gwarancja że od razu znajdę tego kotka...? Żadna... hmm... trudno, ta misja troszkę potrwa... CDN |
|
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz