Otoczyła mnie ciemność.
- Luka?! - byłam przerażona i upuściłam gdzieś złoty kluczyk..
- No, Luka. Pomóż swojej koleżance. - kobieta zaśmiała się szyderczo i wzmocniła uścisk.
- Zostaw ją! - krzyknęła dziewczyna wściekle.
Odniosłam
wrażenie, ze wszechobecna noc wciska się w każdy por mojej skóry,
zatyka nos, usta. Odbierała oddech... I wszystko ustało... Z cienia
wyłoniła się nieznajoma kobieta o pięknej twarzy i różowych włosach.
"Nie bój się" - poczułam szept w umyśle. "Musisz pomóc Luce, wtedy
zaznam wreszcie spokoju...". Postać zniknęła, ustępując miejsca
ciemności. Złapałam oddech, a wraz z nim poczułam napływ siły. Nie
wiedziałam, co takiego dzieje się z Luką. Wszędzie panowała cisza.
Uścisk ramienia dyrektorki zelżał, natomiast pojawił się krzyk bólu
dziewczyny.
- Luka! - odpowiedziało mi głośnie sapanie kobiety.
Wyglądało
na to, że dyrektorka traciła siły... Wyswobodziłam się z jej uścisku i
odskoczyłam. Nagle ciemność rozproszyły niewielkie skupiska światła
pojawiające się na ubraniu i ciele kobiety. Stawały się coraz większe,
aż całkowicie pochłonęły krzyczącą postać. Ciemność zniknęła i wszystko
ucichło. Na środku gabinetu stała Luka z medalionem w ręce, który jarzył
się delikatnym, błękitnym światłem. Na ziemi leżała otwarta szkatułka z
maleńkim kluczykiem w zamku.
- Znalazłaś go! - uradowana, rzuciłam się dziewczynie na szyję.
Odsunęła mnie delikatnie z szerokim uśmiechem i wyrazem zmęczenia na twarzy.
- Już po wszystkim... - wysapała.
- Dziękuję, jestem wolna... - w pokoju rozległ się szept.
- Co to był...?
< Luka : ) >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz