Uśmiechnięta dziewczyna ruszyła w stronę swojej nowej szkoły. Jak zwykle pełna entuzjazmu. Czarna sukienka powiewała ruszona przez poranny wiatr, a wokoło unosił się silny zapach bzu lub jakiegoś innego badziewia. Konoha uśmiechnęła się do siebie, z automatu zaczęła nucić sobie pod nosem jakąś skoczną, wesołą melodyjkę. Po dłuższej chwili stanęła przed szkołą. Czym prędzej wbiegła po schodach i weszła do środka. A tu? Cisza. Pusty korytarz. Zero szkolnego gwaru i przekomarzających się uczniów. Prychnęła.
- Jeny - mruknęła do siebie. - Och! Przecież są lekcje! - ucieszyła się.
W oczekiwaniu na przerwę postanowiła udać się do szkolnego ogródka. Usiadła, a właściwie położyła się na ławce. Nieszczęsne dwadzieścia minut spędziła na wygrzewaniu się w porannym słońcu. Gdy do jej uszu dobiegł odgłos szkolnego dzwonka, ta podniosła się leniwie i przeciągnęła.Wymamrotała coś do siebie, ale po chwili jej uwagę przyciągnęła jakaś osoba, zakradła się do niej od tyłu i przyciągnęła ją do siebie:
- Dzień dobry! - zachichotała przeciągle.
<Ktoś coś? ^^>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz