Lekko zdezorientowany zachowaniem dziewczyny, przytuliłem ją i
delikatnie kołysałem. No cóż, nie mam zbyt dużego doświadczenia płcią
przeciwną i nie sądziłem, że kobiety są tak... wrażliwe. Westchnąłem
ukradkiem, czując jak moja koszulka przesiąka łzami. Czekałem
cierpliwie... Ile? Długo... Głaskałem ją po włosach i ramieniu, aż
wyczułem normalny rytm oddechu. Swoją drogą miała miły zapach włosów. Z
dziwnych względów spodobało mi się trzymanie kogoś w ramionach. Kruche
ciałko budziło we mnie odruch opiekuńczy. Co dalej? Uniosła nieco głowę i
spojrzała na mnie ogromnymi, smutnymi oczami. Pociągnęła nosem i otarła
mokry policzek.
- Lepiej? - spytałem cicho.
Nie chciałem kolejnego wybuchu płaczu.
- Już mi lepiej, głupi zboku... - wyszeptała.
Po raz kolejny westchnąłem i wstałem z dziewczyną na rękach.
- Wracamy do domu? Czy masz ochotę na coś szczególnego?
- Głupi, głupi...! - zakryła twarz dłońmi - Jak ja teraz pokarzę się na
ulicy z czerwonymi oczami? To wszystko twoja wina! - rozpłakała się na
dobre.
- Rozumiem, czyli do mnie... To niedaleko. Ominiemy ulice i będziesz
mogła spokojnie doprowadzić się do porządku. - powiedziałem
pocieszająco.
Niestety nie wyglądała na zadowoloną...
<Aya, nie płacz... :(>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz