Weszliśmy już do mieszkania a ja
przymknęłam drzwi. Nie chciało mi się po całym zwrocie wydarzeń zamykać,
bo co mi się stanie? Okno w mieszkaniu było otwarte, więc wszystko było
słychać dobrze. Koss czesał kota, zaraz, zaraz - CZY ON NIE ZAKOSIŁ
MOJEJ SZCZOTKI DO WŁOSÓW?! Już miałam podejść do niego i dać mu ochrzan,
ale usłyszałam podejrzane głosy. Zdawało mi się też, że chodziło im... o
mnie.
- Psst, Koss! Chodź tu! - To pilne? - Tak, ale ciszej... Powoli podszedł do okna. Otworzyłam je szerzej najciszej, jak umiałam. Na dole trwała interesująca rozmowa z trzema osiłkami i staruszką. - Gdzie ona jest?! - Daj stówę , to wam powiem. - No coś ty... GADAJ! - Dobra, ona tu mieszka. Drugie piętro, mieszkanie numer 5. A następna informacja za 200. Słychać było szelest banknotów. Jednak pozory mylą. Zamiast np.: dziergać na drutach, staruszka woli pracować dla mafii. Dziwne, ale prawdziwe... - Tylko na górze jest z jakimś facetem, radzę wam uważać, radzę pozbyć się świadków. - Nie ma problemu. Trzech na jednego wiele nie zdziała. Pewnie najsilniejszy nie jest. - Wiem tyle, a teraz muszę iść. Poczyścić giwerę... - zaśmiała się i zniknęła za rogiem. Z osiłkami stało się to samo. - Jeszcze tu wrócimy.... < Koss? I z horroru stał się kryminał :/ > |
||
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz