środa, 19 marca 2014

Od Kutamo CD Rin

- Zostań tu. - szepnąłem do dziewczyny i podałem jej szczotkę z kocią sierścią.
- A ty dokąd?! - powiedziała cicho, łapiąc mnie za rękaw.
Niewiele myśląc przyciągnąłem ją do siebie i pocałowałem.
- Za niedługo wrócę. - puściłem do niej oko.
Rin zdezorientowana i zaskoczona stała tak jeszcze, kiedy wychodziłem. No cóż, czasem trudno kogoś przekonać do naszych racji. Trzeba wtedy sięgnąć po najcięższe argumenty.... Szybko zbiegłem ze schodów na parter i zaczaiłem się za rogiem budynku. Osiłki właśnie znikały za zakrętem sąsiedniej ulicy.
- Już ja wam pokażę na co mnie stać. - uśmiechnąłem się paskudnie.
Podobno gorsza od faceta ze zranioną dumą jest tylko kobieta z menstruacją. Tak słyszałem... Cichaczem podążyłem w pewnym oddaleniu za "byczkami". Śmiejąc się i dyskutując o czymś zawzięcie, weszli do baru. No to się zabawmy... Poszedłem za ich przykładem i przekroczyłem próg speluny. W zadymionym pomieszczeniu unosił się zapach tytoniu, przepoconych ciał i alkoholu. Moje owieczki podeszły do lady. Natychmiast najbliżsi ludzie grzecznie zrobili im miejsce. Jeden zamówił trzy browary, a drugi pomaszerował w stronę toalet. Przeciskając się między ludźmi, zwracałem powszechną uwagę. Może wyglądałem za grzecznie? No cóż, czasem pozory mylą... Ignorując przekleństwa, dopchałem się w końcu do męskiej toalety. Niestety trzeba było posiadać sporo wyobraźni, żeby tak nazwać to miejsce... W środku byczek załatwiał swoje potrzeby przy pisuarze. Podszedłem do zlewu i od niechcenia umyłem ręce. Mam czas, poczekam.
- Panienka ubrudziła rączki? - mięśniak zadrwił, równocześnie dopinając rozporek.
- Uważaj, żebyś przypadkiem czegoś nie przyciął tym zamkiem. Jeszcze mógłbyś zastąpić Walewską w Operze. - wytarłem ręce i spokojnie odwróciłem się do sterydziaża.
Ten najwyraźniej nie zrozumiał dowcipu, ale uznał, że właśnie go obrażono i powinien odpowiednio zareagować. Zmarszczył brwi i wysunął dolną szczękę do przodu. Miało być groźnie, niestety mina upodobniła go nieco do obślinionego buldoga.
- Uważaj, bo sprawię, że cię mamusia nie pozna.
- Na to czekam. - uśmiechnąłem się i oparłem o umywalkę.
Wściekły byczek nie tracił czasu na słowa. Zamachnął się na mnie, celując w żołądek. Zrobiłem unik, a gość z impetem rąbnął w umywalkę. Coś niemiło chrupnęło. Byczek zawył i złapał obolałą dłoń.
- Bawisz się beze mnie?
Zaskoczony odwróciłem się w stronę drzwi.
- Co ty tu robisz... Rin? Damska toaleta jest trochę dalej... - wymamrotałem niepewnie.



< Rin :) >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz