Dzisiejszy dzień był wyjątkowo nudny. Wstałem
ubrałem się i wyszedłem na dwór. Nawet nie miałem ochoty iść do
Akademii. Park – Właśnie tam się udałem. Pogoda dzisiaj nie była zbyt
ładna. Chmurzyło się i widać, że zbierało się na deszcz. Kiedy szedłem
tak w stronę parku to droga coraz bardziej mi się dłużyła, była coraz
dłuższa i dłuższa. Aż w końcu dotarłem do celu. Podszedłem do ławki i
usiadłem. Patrzyłem na mały staw i powoli zaczynałem zauważać, że
zaczynają wpadać do niego małe kropelki deszczu. Aż nagle poczułem je na
skórze. Jakoś za bardzo nie przeszkadzało mi to. Włożyłem ręce do
kieszeni od spodni, bo oczywiście nie miałem bluzy tylko zwykłą
koszulkę, chociaż nie lubię ich nosić. Opuściłem głowę na dół i
czekałem, aż rozpada się mocniej. Po chwili zobaczyłem czyjeś nogi.
Podniosłem głowę do góry, wyjąłem ręce z kieszeni i przywitałem się.
- Cześć. – Mruknąłem.
Przede mną stała wysoka dziewczyna z parasolem w ręce.
- Ym.. Hej. – Uśmiechnęła się lekko.
Szczerze.. Była całkiem ładna, ale po co mówić jej to w twarz tak prosto z mostu.
- Mogę się dosiąść? – Przybliżyła się do mnie.
- Jasne, siadaj.
- Ym.. Gdzie moje maniery? Jestem Shayen. – Uśmiechnęła się i osłoniła moją głowę parasolką.
- Takeo, miło mi. – Odwzajemniłem uśmiech.
No cóż całkiem nieźle mi idzie. Już znam jedną osobę, a na dodatek ładną.
< Sha. Wybacz weny ni ma xd>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz