Złapałem dziewczynę chroniąc przed upadkiem na podłogę.
- Aya, co się dzieje?! - potrząsnąłem nią delikatnie.
Zemdlała... Położyłem ją na sofie i podłożyłem pod nogi poduszkę. Co jeszcze? Pobiegłem do kuchni i w kubku przyniosłem wodę mineralną. Kubek położyłem na stole i jeszcze raz przysiadłem przy dziewczynie. Ostrożnie dotykiem zbadałem głowę Ayi. W jednym miejscu wyczułem sporego guza. Wziąłem kilka głębokich wdechów. No cóż, przeszedłem kilka kursów pierwszej pomocy, więc... Podejrzewałem lekki wstrząs mózgu. W szpitalu pewnie obmacaliby i odesłali do domu ze słowami, że ma dużo leżeć. Co pozostaje? Zamoczyłem koniuszki palców w wodzie w kubku i delikatnie prysnąłem na twarz Ayi. Brak jakiejkolwiek reakcji... Dotknąłem jej czoła i szyi - temperatura w normie. Hm... Usadowiłem się w nogach dziewczyny i włączyłem telewizor pozostaje czekać i kontrolować ją co kilka minut. Dopiero koło 23 otworzyła oczy i słabym głosem poprosiła o wodę.
- Aya, jak się czujesz?
- Kręci mi się w głowie... i... jest mi niedobrze... - wyszeptała.
Ostrożnie wziąłem ją na ręce i zaniosłem do łazienki. W samą porę... Na szczęście sama trafiła do toalety. Przytrzymałem ją i pomogłem opłukać twarz. Potem ponownie zaniosłem na sofę.
- Masz lekki wstrząs mózgu, moja droga. Powinienem zawieźć cię do lekarza.
Jęknęła i skuliła się.
- Zanieść cię do łazienki?
- Tylko nie... do lekarza....! - wyszeptała i zacisnęła powieki.
- W porządku. - usiadłem przy niej i pogłaskałem po ramieniu.
Mruknęła coś niezrozumiale. Podałem jej kubek z wodą (myłem ręce..)
Ugasiwszy pragnienie, położyła się i szybko zasnęła. Niestety, zacząłem się o nią martwić. O tą małą wkurzającą istotkę... Koło 1 wyłączyłem telewizor i zaniosłem Ayę do swojego pokoju. Wolałem ją mieć na oku. Moje łóżko było dość szerokie, żeby pomieścić nas oboje.
Przykryłem ją czystą kołdrą, a sam położyłem się obok pod swoją własną. Ciekawe, co czeka mnie rano... - pomyślałem z rozbawieniem.
<Aya? Wstawaj śpiochu ;)>
- Aya, co się dzieje?! - potrząsnąłem nią delikatnie.
Zemdlała... Położyłem ją na sofie i podłożyłem pod nogi poduszkę. Co jeszcze? Pobiegłem do kuchni i w kubku przyniosłem wodę mineralną. Kubek położyłem na stole i jeszcze raz przysiadłem przy dziewczynie. Ostrożnie dotykiem zbadałem głowę Ayi. W jednym miejscu wyczułem sporego guza. Wziąłem kilka głębokich wdechów. No cóż, przeszedłem kilka kursów pierwszej pomocy, więc... Podejrzewałem lekki wstrząs mózgu. W szpitalu pewnie obmacaliby i odesłali do domu ze słowami, że ma dużo leżeć. Co pozostaje? Zamoczyłem koniuszki palców w wodzie w kubku i delikatnie prysnąłem na twarz Ayi. Brak jakiejkolwiek reakcji... Dotknąłem jej czoła i szyi - temperatura w normie. Hm... Usadowiłem się w nogach dziewczyny i włączyłem telewizor pozostaje czekać i kontrolować ją co kilka minut. Dopiero koło 23 otworzyła oczy i słabym głosem poprosiła o wodę.
- Aya, jak się czujesz?
- Kręci mi się w głowie... i... jest mi niedobrze... - wyszeptała.
Ostrożnie wziąłem ją na ręce i zaniosłem do łazienki. W samą porę... Na szczęście sama trafiła do toalety. Przytrzymałem ją i pomogłem opłukać twarz. Potem ponownie zaniosłem na sofę.
- Masz lekki wstrząs mózgu, moja droga. Powinienem zawieźć cię do lekarza.
Jęknęła i skuliła się.
- Zanieść cię do łazienki?
- Tylko nie... do lekarza....! - wyszeptała i zacisnęła powieki.
- W porządku. - usiadłem przy niej i pogłaskałem po ramieniu.
Mruknęła coś niezrozumiale. Podałem jej kubek z wodą (myłem ręce..)
Ugasiwszy pragnienie, położyła się i szybko zasnęła. Niestety, zacząłem się o nią martwić. O tą małą wkurzającą istotkę... Koło 1 wyłączyłem telewizor i zaniosłem Ayę do swojego pokoju. Wolałem ją mieć na oku. Moje łóżko było dość szerokie, żeby pomieścić nas oboje.
Przykryłem ją czystą kołdrą, a sam położyłem się obok pod swoją własną. Ciekawe, co czeka mnie rano... - pomyślałem z rozbawieniem.
<Aya? Wstawaj śpiochu ;)>

