Gdy
zaczynałam swoją opowieść, ze stajni niespodziewanie wyszedł jakiś
mężczyzna. Nie zwróciłabym na niego większej uwagi, a nawet - na widok
człowieka oddaliłabym się, gdyby nie to, że wyglądał dziwnie znajomo
pomimo dzielącej nas odległości. Rzuciłam spojrzenie w jego stronę, a on
zaczął machać. Czy to nie jest...?
Nim zdążyłam dokończyć myśl, puściłam się biegiem. Im byłam bliżej, tym bardziej sylwetka nabierała ostrości. Wkrótce stanęłam naprzeciw około dwudziestoletniego, wysokiego i ciemnowłosego człowieka. - Akinori? Co ty... tu robisz? - spytałam pospiesznie, łapiąc oddech. - Już od jakiegoś czasu podążam twoim śladem. Nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Wiadomość, że jestem śledzona, zaniepokoiła mnie, nawet jeśli robił to mój sprzymierzeniec. - Dlaczego? - odparłam w końcu cicho. - Grozi ci niebezpieczeństwo ze strony... - spojrzał znacząco na Rill, po czym przeniósł wzrok na mnie pytając, czy wie. Zrozumiałam. - Możesz mówić dalej. - zapewniłam. - Ludzie, którzy zabili twoich rodziców, chcą cię odnaleźć. - C-co? A w ogóle wiesz, gdzie oni są? - nie ukrywałam zdziwienia. - Nie wiem dokładnie, ale mam pewne informacje. Mogłabyś za nimi pójść i dowiedzieć się jak najwięcej, wiem, że potrafisz. - Tak nagle? - kolejny raz w moim głosie zabrzmiało zaskoczenie. - Taka okazja może się nie powtórzyć. - A ty...? - Ja nie mam czasu. Tym razem musisz poradzić sobie sama. - odpowiedział właściwym sobie lekko aroganckim głosem. Zawahałam się. Wciąż pozostawał we mnie strach, wspomnienie tamtego dnia. Ale właśnie miałam szansę na zemstę. Gdzieś w głębi mej duszy poczułam nadzwyczajną determinację. - Pójdę. - powiedziałam w końcu odrobinę bardziej stanowczo. Dotychczas zapomniałam o Rill, która właśnie przemówiła. < Rill? :> > |
|
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz