Mimo znajomych - czułam się samotna.
Tylko jak można być samotnym mieszkając w tak wielkim mieście?
Mieszkając w kamienicy pełnej miłych sąsiadów. A jednak można. I
przykładem byłam ja we własnej osobie. Jak odwiedzała mnie mama czasem
zadawała mi kłopotliwe pytanie : Czy sobie już kogoś znalazłam. Mi nie
przeszkadza samotny tryb życia, niekiedy fajnie by było się do kogoś
przytulić i szczerze pogadać. Takie myśli spowijały mnie podczas brania
prysznica. Podobno podczas tej czynności to 1% mycia, 30% śpiewania, a
69% myślenia nad swoim życiem. Tak to było ze mną. W łazience robiło się
coraz goręcej, co oznaczało koniec kąpieli. Otworzyłam drzwi i wyszłam z
łazienki. Owinęłam wokół ciała ręcznik i poszłam do sypialni po jakieś
ubranie. Gdy byłam już ubrana, zrobiłam sobie herbatę i śniadanie.
Włączyłam radio. Gdy spokojnie przeżuwałam, usłyszałam, że z więzienia
uciekł morderca. Trochę przeraziło mnie to ostrzeżenie, jednak w mieście
to normalka. Spojrzałam na zegar który wisiał u mnie w kuchni.
Pozmywałam po śniadaniu i sięgnęłam po płaszcz. Mieszkanie zamknęłam na
klucz i zeszłam po schodach, bo mieszkałam na drugim piętrze. Podeszłam
do kiosku i kupiłam bilet do metra. Wsiadłam do pojazdu i włożyłam do
uszu słuchawki. Chwilę siedziałam i pojazd zatrzymał się. Wyszłam a
resztę drogi pokonałam pieszo. Pod Akademią nie było jeszcze takiego
tłoku, więc przysiadłam na ławce. Dwie ławki ode mnie siedział jakiś
chłopak.
<U mnie krucho z weną. Jakiś chłopak?>
<U mnie krucho z weną. Jakiś chłopak?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz