niedziela, 9 marca 2014

Od Rin


Mimo znajomych - czułam się samotna. Tylko jak można być samotnym mieszkając w tak wielkim mieście? Mieszkając w kamienicy pełnej miłych sąsiadów. A jednak można. I przykładem byłam ja we własnej osobie. Jak odwiedzała mnie mama czasem zadawała mi kłopotliwe pytanie : Czy sobie już kogoś znalazłam. Mi nie przeszkadza samotny tryb życia, niekiedy fajnie by było się do kogoś przytulić i szczerze pogadać. Takie myśli spowijały mnie podczas brania prysznica. Podobno podczas tej czynności to 1% mycia, 30% śpiewania, a 69% myślenia nad swoim życiem. Tak to było ze mną. W łazience robiło się coraz goręcej, co oznaczało koniec kąpieli. Otworzyłam drzwi i wyszłam z łazienki. Owinęłam wokół ciała ręcznik i poszłam do sypialni po jakieś ubranie. Gdy byłam już ubrana, zrobiłam sobie herbatę i śniadanie. Włączyłam radio. Gdy spokojnie przeżuwałam, usłyszałam, że z więzienia uciekł morderca. Trochę przeraziło mnie to ostrzeżenie, jednak w mieście to normalka. Spojrzałam na zegar który wisiał u mnie w kuchni. Pozmywałam po śniadaniu i sięgnęłam po płaszcz. Mieszkanie zamknęłam na klucz i zeszłam po schodach, bo mieszkałam na drugim piętrze. Podeszłam do kiosku i kupiłam bilet do metra. Wsiadłam do pojazdu i włożyłam do uszu słuchawki. Chwilę siedziałam i pojazd zatrzymał się. Wyszłam a resztę drogi pokonałam pieszo. Pod Akademią nie było jeszcze takiego tłoku, więc przysiadłam na ławce. Dwie ławki ode mnie siedział jakiś chłopak.
<U mnie krucho z weną. Jakiś chłopak?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz