„Muszę być naprawdę ogromną idiotką, skoro zgodziłam się iść z nim do Akademii” pomyślałam, zaciskając pięści. Lazł za mną jak jakiś matoł. Jeszcze zwyzywał tą biedną babcię, która mu nic nie zrobiła. Naprawdę wnerwiający facet.
— Em… Może porozmawiamy? – Zaproponował, patrząc na mnie z miną zbitego psa. Tak jakbym mu coś złego powiedziała. Hmpft… Ja jeszcze nic nie mówiłam… Ale czułam, że był trochę smutny, więc uspokoiłam się.
— Za chwilę, dobrze? Pójdę kupić sobie coś do picia – oznajmiłam, poprawiając sobie fryzurę. Musiałam wyglądać strasznie, byłam tego pewna.
— Okej.
— Najbliższy sklep jest…
— Tam – chłopak wskazał mi drogę.
Ruszyłam w stronę pobliskiego sklepiku, mrużąc oczy. Cholerne słońce. Czy ono musi tak grzać?
— Uch… Zamknięte… – Wyjąkałam z rozpaczą. Obok mnie usłyszałam zadowolone mruknięcie Mitsu.
— No cóż, więc plan spalił. To co, idziemy już?
— Nie. Poszukam innego sklepu.
Myślał, że tak łatwo się poddam. Przez to słońce nie widziałam nawet, że jest zamknięte. Co za…
— W takim razie chodź za mną – burknął, wyraźnie niezadowolony.
— Dlaczego mam iść za tobą? – Parsknęłam, patrząc na niego ze złością. – Już raz mnie wykiwałeś. Co to ma być niby?
— To był żart…
Zacisnęłam pięści i ruszyłam za nim. Obok nas przechodzili ludzie, ale nie zwracałam na nich uwagi. Paliło mnie w gardle.
— Tutaj – rzucił, z dumą patrząc na sklep. Kiwnęłam głową i uśmiechnęłam się do sprzedawcy.
— Dzień dobry, poproszę wodę mineralną.
Mężczyzna bez słowa pochylił się i podał mi najdroższą butelkę. Zacisnęłam zęby, ale nie powiedziałam nic. Włożyłam dłoń do kieszeni.
— Mitsuko, ty… Ty nie kłamałeś?
— Co? – Spytał głupio się na mnie patrząc.
— Chyba zgubiłam portfel…
<Mitsuko>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz