Obecność Kossa dała mi ciepło, przez co miałam siłę na walkę i co najważniejsze - nadzieję.
- Duchy pojawiają się zawsze o tej samej porze, o północy. W nocy może być trudniej, bo są one przeźroczyste i nie będzie ich widać. To utrudnienie. Podczas walki moglibyśmy ich nie zobaczyć. - stwierdziłam. Ślepo dotknęłam klatki piersiowej , aż nie wyczułam naszyjnika którego noszę cały czas na szyi. Ścisnęłam go. Po chwili mieszkanie zniknęło. Była tylko biała przestrzeń. Koss również. Dziwnie się czułam. Miałam na sobie lekką białą sukienkę do kolan przewiązaną żółtym rzemykiem i bose stopy zamiast T-shirtu i dżinsów. Nagle wolno podszedł do mnie ojciec. - Rin, naszyjnik który ci dałem, ma wielką moc. Musisz tylko wiedzieć jak ją wykorzystać. Broń się, nie atakuj. Jak zaatakujesz - nie poznasz siły napastnika. Tak wielką mocą nie obdarza się byle kogo. - pogładził mój policzek i otarł łzę. - Jeszcze się spotkamy.... Później wszystko wróciło do normy. Wylądowałam na swoim łóżku ściskając naszyjnik w dłoni. Usłyszałam kroki. - Rin, wszystko OK? - znajomy głos. Jaka ulga... Wszedł do sypialni. -Miałam wizję... <Koss?> |
|
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz