Przyklęknąłem przy niej. Wydawała się odmieniona, jakby wstąpiła w nią
nowa siła i nadzieja. Uśmiechała się delikatnie, zaciskając dłoń na
naszyjniku. Po policzku spłynęła jedna łza.
- Rin, wszystko OK?
- Miałam wizję... - wyszeptała.
- Musiała ci dodać otuchy. Znacznie lepiej wyglądasz.
- I lepiej się czuję. - otworzyła oczy i spojrzała na mnie.
- Cieszę się. - otarłem mokry policzek - Jest 18. Mamy kilka godzin, żeby się przygotować.
Podniosła się z łóżka i podeszła do okna. Jasne słońce rozświetliło jej
twarz i złote włosy. Bez namysłu otworzyła okno na oścież i zaczerpnęła
kilka głębszych wdechów świeżego powietrza.
- Gotowy? Jutro nic nie będzie takie samo.... - powiedziała tajemniczo.
<Rin? ;)>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz