Wyjąłem telefon z kieszeni.
- Parę minut po 16 - tej. - podszedłem do niej i objąłem ramieniem -
Muszę wyjść na chwilę. Wiesz..., Rill będzie się martwić. Wybiegłaś tak
szybko... - starałem nie patrzeć jej w oczy, żeby nie dostrzegła
kłamstwa...
Przytuliła się do mnie.
- Wracaj szybko. - wyszeptała ze smutkiem.
- Wrócę, nim się obejrzysz księżniczko. - pocałowałem Nelly w czoło i zostawiłem samą wpatrzoną w horyzont za oknem.
Schodząc po chodach, wyjąłem karteczkę z kieszeni i jeszcze raz
przebiegłem wzrokiem tekst. Pan Hasen pisał, że przyjedzie dziś
popołudniu do miasta i zatrzyma się w hotelu Casa Fuster. To kilka
przecznic stąd. Po wyjściu z budynku, zatrzymałem się i spojrzałem na
okna mieszkania Nelly. Mam nadzieję, że mnie nie obserwowała.
Przyspieszyłem kroku. 10 minut później byłem na miejscu. Jak poruszać
się bezkarnie po całym hotelu? W przebraniu. Uśmiechnąłem się złośliwie.
Bez większych problemów dostałem się na tyły budynku. Przy wejściu do
kuchni stał duży, biały samochód. Pewnie jedzonko przywieźli dla
bogatych darmozjadów. Tym lepiej dla mnie... Podszedłem bliżej tak, by
dostrzegł mnie młody facet wyładowujący skrzynki z owocami morza.
- Hej, nie wolno się tu kręcić! Zmiataj stąd!
- Sory, jestem nowy i...
- Jasne, a ja jestem ciotką burmistrza! - podszedł do mnie i złapał za ramię - Powiedziałem, żebyś stąd znikał!
Chwyciłem go za nadgarstek i przerzuciłem przez prawy bark na ziemię.
Stęknął cicho, lądując na brukowanej kostce. Przykucnąłem przy nim i
pozbawiłem przytomności uderzeniem w skroń. Rozejrzałem się czujnie, czy
nikt nie nadchodzi. Następnie zaciągnąłem faceta za kontener na śmieci u
włożyłem jego biały fartuch. Przebrany podszedłem do samochodu i
podniosłem samotne skrzynki.
- Hej, młody! Co się tak guzdrzesz?! Klienci czekają! - tłusty facet,
chyba kucharz, machnął na mnie ręką - A gdzie ten drugi? - rozejrzał się
podejrzliwie.
- Kazał mi to zanieść i gdzieś poszedł. - zrobiłem bezradną minę i wzruszyłem ramionami.
- Same lenie z was! - zdenerwowany mężczyzna wszedł do środka i wskazał chłodnię - Zanieś to. Tylko się pośpiesz!
Mijając chłodnię, zaczepiłem kelnera.
- Gdzie to postawić?
- Co, pierwszy dzień w robocie? - uśmiechnął się do mnie wyrozumiale.
Wszedł do chłodni i wskazał odpowiednie miejsce. Postawiłem skrzynki gdzie trzeba.
- Wybacz, że muszę to zrobić. - odwróciłem się do niego powoli.
- Co...? - przerwałem mu posyłając w objęcia Morfeusza celnym ciosem w szczękę, blisko ucha.
Musiałem to zrobić. Na wyrzuty sumienia przyjdzie czas później. Ułożyłem
nieprzytomnego kelnera za wielką szafą i ubrałem jego rzeczy. Na jednej
z półek dostrzegłem stare koce. I dobrze, jeszcze się facet przeziębi.
Przykryłem go i wyszedłem z pomieszczenia. Przemknąłem ukradkiem tak, by
nie dostrzegł mnie kucharz. Zawinąłem tacę z butelką wina i
kieliszkiem. Nareszcie wyszedłem z kuchni na korytarz dla służby. Teraz
należało znaleźć Hasena...
<Nelly? :D>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz