Stałam akurat w kolejce do kasy, kiedy to się stało. Sklep zniknął, a
jego miejsce zajął duży, bogato umeblowany pokój. Przed starą szafą
stała kobieta. Wykrzywiła twarz w złośliwym uśmiechu, co upodobniło ją
do złego chochlika. Z kieszeni ubrania wyjęła klucz i otworzyła nim
drzwi szafy. W środku, między różnymi drobiazgami, dostrzegłam mały
kuferek. Kobieta sięgnęła po niego. Z szyi ściągnęła złoty łańcuszek z
kolejnym małym kluczykiem. Otworzyła zamek i podniosła wieko. Na dnie
wyścielanym zielonym atłasem leżał medalion.
- Za niedługo dopadnę twojego kochasia, Luka. - zaśmiała się szyderczo.
Wizja zniknęła, jak mój oddech. Jakiś mężczyzna podtrzymał mnie.
- Wszystko w porządku, dziewczyno?
Zaczerpnęłam wielki haust powietrza.
- Tak - wydyszałam - Już dobrze. To... osłabienie.
Wszyscy w kolejce gapili się na mnie. Wybiegłam ze sklepu nie oglądając
się za siebie. A butelka z sokiem? Pewnie została na podłodze, gdzie
upadłam...
Biegiem dotarłam do Akademii. W drzwiach zderzyłam się z dziewczyną o jasnoróżowych włosach.
- Przepraszam, nie widziałam cię... - podniosłam głowę i zamarłam.
- Ok, tylko patrz jak chodzisz. - wydawała się rozdrażniona i zamyślona.
- Luka, tak?
Przyjrzała mi się uważnie.
- Znamy się? - zapytała podejrzliwie.
- Tak jakby... - wybąkałam - Twoja ciotka... - zasłoniła mi usta ręką.
- Ciii... Nie tutaj.
<Luka?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz