Czekałam przed budynkiem. W końcu wyszedł z budynku. W tłumie zauważył mnie i podszedł w moją stronę.
- No to idziemy? - uśmiechnęłam się i opuściliśmy budynek.
* * *
Przekręciłam klucz i otworzyłam drzwi. Wpuściłam Kossa do środka, a sama
zamknęłam drzwi. Skierowałam się do salonu, a on usiadł na kanapie.
Pokój dzienny i kuchnia są podzielone pół ścianką. Chłopak przyglądał
się pomieszczeniu, bo miał co oglądać - właśnie tu trzymałam większość
ze swoich obrazów.
- Kawy, herbaty? - wychyliłam swoją czuprynę zza ściany.
- A co proponujesz?
- Zieloną herbatę robię. To zieloną?
- Tak
W kuchni zagotowałam wodę i wyjęłam dwa kubki. Nie miałam filiżanek, bo
zbiły mi się w tym tygodniu. Nie miałam czasu kupić. Za to kubków miałam
mnóstwo.Tak jakby je kolekcjonowałam . Niechcący do naczyń wrzuciłam
trochę imbiru. W sumie to nie było niechcący , bo naszła mnie dzika
ochota na eksperymentowanie. Porzuciłam jeszcze plasterek pomarańczy i
cytrynę. Napoje wzięłam na tackę i zaniosłam do Kossa na stolik kawowy.
<Kutamo>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz