Dziewczyna zaczęła nerwowo rozglądać się na boki. Dlaczego jest aż tak
nieśmiała? Postawiłam sobie za punkt honoru rozwikłać tę zagadkę. Tym
czasem...
- Dyrektor będzie za 40 minut, więc mamy jeszcze trochę czasu. Może
przejdziemy się gdzieś, żeby spokojnie pogadać? - uśmiechnęłam się
ciepło.
Spojrzała na mnie podejrzliwie, jak dzikie, przestraszone zwierzątko. Hm, oswajanie należy zacząć od przynęty...
- Skąd pochodzisz?
- Z... Walii - posmutniała nagle.
Bingo!
- Znam bardzo fajne miejsce. Chcesz zobaczyć? - wyciągnęłam do niej zachęcająco rękę.
Lekko skinęła głową, nadal zachowując dystans.
Poprowadziłam ją schodami na ostatnie piętro budynku. Drzwi prowadzące
na dach, były zamknięte. Na szczęście Koss pokazał mi, gdzie sprzątaczki
chowają klucz. Obok drzwi stała wielka, stara szafa. Otworzyłam
szufladę i kichnęłam. W powietrzy unosiły się drobinki kurzu. Na dnie
szuflady leżał ciężki klucz. Pasował do zamka idealnie. Drzwi otworzyły
się z przeraźliwym zgrzytem. Zamarłyśmy, nasłuchując, czy nikt nie
nadchodzi. Wszędzie panowała grobowa cisz. Złapałam Ginewrę za rękę i
pociągnęłam na spory taras. Naszym oczom ukazał się piękny, górski
widok.
- Może to nie Walia, ale...
Dziewczyna zdawała się mnie nie słyszeć. Podbiegła do balustrady i z rozmarzonym uśmiechem wpatrywała się w horyzont.
<Ginewra? ;)>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz