- Ano. Tak się utrzymuję - dopiła kawę - sama też szyję swoje ciuchy, bo lubię to robić i nawet nieźle mi to wychodzi - podniosła się z krzesła i wstawiła pusty kubek do zmywarki.
- Mam nadzieję, że ten facet sobie odpuści. Nie mam zamiaru żyć w ciągłym stresie - burknęła i usiadła na kuchennym blacie.
- To dosyć intrygujące... no i dziwne - spojrzał na nią, a ta skinęła głową.
- Powiedzmy, że zapisałam się do akademii po to, by znaleźć swojego rodzaju azyl, bo od dłuższego czasu czuję się przytłoczona czyjąś obecnością - mruknęła.
- W tej szkole powinnaś nauczyć się radzić z takimi natrętami. Walki z nimi to tam chyba codzienność.
- Mhm, racja. Ale nabycie umiejętności jest czasochłonne, a ja niecierpliwa - westchnęła.
- Cierpliwość zostanie wynagrodzona - zaśmiał się, a ona uśmiechnęła się delikatnie.
- My nie mamy przypadkiem zajęć? Dochodzi trzynasta - zerknęła na zegarek - zupełnie zapomniałam o lekcjach - pokręciła głową.
- Powinniśmy iść, chociaż na ostatnie lekcje - podniósł się i wyszedł na balkon.
- Co robisz? - podeszła do niego zaciekawiona.
- Upewniam się, że nie ma tu już tego natręta.
Faktycznie owego pana już tam nie było. Ulice świeciły pustkami.
- No to chodź! - uśmiechnęła się i chwyciła go za rękę. Pociągnęła go w stronę drzwi. Oboje założyli buty. Nelly oczywiście inne, na płaskiej podeszwie, bo ze złamanym obcasem nie zamierzała się użerać. Teraz, bez obcasów była niższa od chłopaka i to całkiem sporo. Wyszli z domu, a Nelly zamknęła drzwi. Klatkę schodową pokonali bez żadnego problemu.
- Mam nadzieję, że nam się za to nie oberwie - zaśmiała się.
- Chyba nam darują.
- Ano - zorientowała się, że nadal trzyma jego rękę i szybko ją puściła lekko zakłopotana.
- Wybacz - zarumieniła się lekko i uśmiechnęła niewinnie.
<Kutamo? ^^>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz