Nelly westchnęła i odeszła od okna. Ręką przejechała po swoich jasnych
włosach. Udała się do kuchni. Z kuchennej szafki wyjęła szklankę i
nalała do niej wody z kranu. Napiła się i oparła o blat. Nagle zadzwonił
telefon, który leżał na stole. Podniosła go i odebrała.
- Ursula Hasen? - gdy usłyszała to imię zadrżała.
- Nelly Connoly - burknęła i usłyszała serdeczny śmiech.
- Wybacz! Zapomniałem, że ukrywasz się pod innym imieniem, Nene.
- Czego chcesz i kim jesteś? - warknęła.
- Może trochę szacunku do ojca?
- Nie jesteś moim ojcem. Nie mam ojca. Mów czego chcesz, bo się rozłączę.
- Bez nerwów... chcę się tylko spotkać i porozmawiać. Dawno nie
widziałem twojej uroczej twarzyczki. Nie masz co się ukrywać. Posłałem
do ciebie list.
- Jaki list? Nic takiego nie dostałam.
- Nieważne. Jestem w hotelu Casa Fuster. Cały dzień siedzę w ich restauracji. Proszę byś się zjawiła.
Nelly zamilkła na chwilę. Pomyślała, że to dobra okazja, by zakończyć ten cyrk, nim nie wytrzyma psychicznie.
- Halo? - odezwał się uparty głos po dłuższej chwili milczenia.
- Przyjdę - zgryzła wargi - ale jeżeli coś planujesz to nie będę się powstrzymywać.
- Cieszę się, że cię zobaczę. Czekam z niecierpliwością.
Dziewczyna rozłączyła się. Nie czekała ani chwili i ruszyła przez pokój.
Ubrała jedną z sukienek w trybie natychmiastowym. Była czarna, a
rajstopy i kokarda też tonęły w tym kolorze. Do restauracji nie mogła
przecież iść w pidżamie. Szybko się ogarnęła i wyszła z domu.
Wkrótce stanęła przed hotelem. Przy wejściu przywitał ją mężczyzna w
zielonym garniturze. Uśmiechnął się, a ona skinęła mu głową i weszła do
środka. Szybko odnalazła drogę do restauracji i weszła do pomieszczenia.
Od razu zauważyła Hasena i ruszyła w stronę stolika przy, którym
siedział.
- Dzień dobry - mruknęła i usiadła przy stoliku, który okryty był białym obrusem.
- Ursulo! Stęskniłem się! - mężczyźnie trudno było usiedzieć w miejscu, widocznie nie kłamał, stęsknił się.
- Nie mów tak do mnie i uspokój się - westchnęła.
- Wybacz. Nic się nie zmieniłaś. Nadal jesteś śliczna, taka dziecinna.
- A ty się zestarzałeś. Nędznie wyglądasz - prychnęła.
- Skąd w tobie tyle złości? - mężczyzna spojrzał na nią.
- Jeszcze się pytasz? Nasyłasz na mnie swoich ludzi, a nawet posunąłeś
się do przekupienia Michaela... - syknęła - brzydzę się tobą.
- Nelly... ale ja tęsknię za tobą - spojrzał na nią, a ta zmrużyła oczy.
- Zostaję w tym mieście. Jedź do Featherine. Ona przecież stała się ważniejsza ode mnie.
- Ona zmarła - westchnął.
- Czyli z niej też zrobisz kukłę?! - nie wytrzymała i się uniosła.
- Powinnaś docenić to, że dzięki mnie stąpasz po ziemi.
- Ty na prawdę jesteś taki ślepy? Serio nie widzisz tego, że jestem inną
osobą? Jedynie wyglądam jak ona, a śmierć czasami jest przeznaczona.
- Jak śmiesz tak mówić? Jesteś głupia. Kiedyś docenisz moje starania.
- Wątpię.
Mężczyzna zamilkł i zaczął przeglądać menu. Był bardzo opanowany, nawet w
obliczu tej sytuacji. Dziewczyna zaś nerwowo stukała palcami w blat.
Całe to spotkanie wydawało jej się podejrzane. Rozglądała się po sali.
Jej uwagę przykuł kelner, który bezcelowo i niezgrabnie poruszał się po
sali. Spojrzała na jego twarz. To Koss? Nelly zakłopotana odwróciła
wzrok i wmówiła sobie, że to tylko wyobraźnia płata jej figle.
<Kutamo?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz