Dziewczyna podniosła się szybko z miejsca i dosłownie wyskoczyła zza stolika. Przy okazji złapała za rękę chłopaka i pociągnęła go za sobą.
- Nelly? - spojrzał na nią z lekka zdziwiony.
- Musimy stąd iść. Do szkoły. Lub gdzieś indziej, byle daleko stąd - zgryzła wargi i ciągnąc za sobą chłopaka, wyszła pośpiesznie z pomieszczenia. Denerwowała się. Od dawna nie była zmuszona do odczuwania takiego stresu. Chłopak posłusznie szedł za nią, był tak samo zdenerwowany jak ona. Nie wiedział o co chodzi.
- Oświecisz mnie? - nie zatrzymywali się.
- Jak przyjdzie pora. Może tak, może nie. Chodź szybciej - szybki chód zmienił się w wolny bieg. Chłopak westchnął.
Nelly nerwowo obejrzała się za siebie i przeklnęła w myślach. Szedł za nimi. Wysoki mężczyzna, cały ubrany na czarno, na wietrze powiewała jego czarna peleryna. Nie przyspieszał kroku, zwyczajnie szedł za nimi i patrzył na Nelly. Jej reakcja wskazywała na to, że go rozpoznała. Los lubi płatać figle. Tym razem sprawił, że dziewczyna złamała niefortunnie obcas i wywróciła się, nadal trzymała chłopaka za rękę, więc i on wylądował na ziemi.
- Cholera - powiedziała prawie nieusłyszalnie i zgryzła wargi - zakryj mnie - szepnęła i przytuliła się do chłopaka tak, że jej twarz była całkowicie niewidoczna, zakryta jego ramieniem.
I co? Mężczyzna był już na wyciągnięcie ręki, ale zwyczajnie ich ominął. Wkrótce zniknął im z pola widzenia.
- Wybacz - odkleiła się od niego - to było konieczne - zachichotała.
<Kutamo? ^-^>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz