- Koss, co się z nią dzieje?
- Ma wizję - westchną i posadził kuzynkę na krześle - musisz uważać na siebie. W okolicy są ludzie, którzy cię prześladują.
Z ust Nelly poleciała wiązanka przekleństw. Wybiegła z domu, nie czekała
na reakcję chłopaka. Szybko się jednak zmęczyła. Funkcje życiowe
zachodzą w jej ciele wolniej. Wiąże się z tym rzadsze oddychanie, a
przez to Nelly szybciej się męczy. Wszystko dlatego, by ciało mogło się
szybciej regenerować, dlatego siniaki znikły tak szybko.
Zatrzymała się i zaczęła krzyczeć, musiała się rozładować.
- Nie będę tym razem ofiarą. Pokażę wszystko, co potrafię. Będę
bezlitosna i pozbędę się człowieczeństwa. Pokażę wam magię jakiej nie
widzieliście, będzie okrutna, obiecuję - powiedziała sama do siebie i od
razu jej bystrym oczom rzucił się nieprzyjaciel.
Przywołała do siebie różdżkę, pojawiła się jakby znikąd. Dziewczyna
zaśmiała się dziko i nieco sadystycznie. To była inna Nelly, ta
opanowana strachem i desperacją. Zobaczyła, że z tamtej samej białej
furgonetki wychodzi mężczyzna. Nie czekała aż podejdzie. Wykonała
gwałtowny ruch różdżką do góry, mężczyzna wzbił się w powietrze.
Opuściła rękę, a razem z nią na ziemię runął niedoszły oprawca
dziewczyny. Ledwo zdążył drgnąć, a nad sobą ujrzał Nelly. Z jej twarzy
nie znikał tajemniczy uśmiech.
- I co teraz? Co chciałeś mi zrobić bydlaku? Fascynujące jest bycie
ofiarą, nie? - zachichotała i różdżką przecięła powietrze. W tej chwili
nad nią uniosła się niebieska aura, a ciało mężczyzny zaczęło oddzielać
się od kości. Krew tryskała z tętnic na białą sukienkę i bladą,
roześmianą twarz dziewczyny. Jedyne co słyszała to krzyki. Krzyki
spowodowane bólem. Były dla jej uszu uciechą, lecz za chwilę ucichły.
Mężczyzna skonał. Obrzydliwe ciało leżało pod jej gołymi i zakrwawionymi
stopami. Nie była sobą. Uwolniła z siebie sadystkę, czarodziejkę inną
niż w baśniach. Była przecież trzygwiazdkowa, cieszyła się tym tytułem,
bo znała okropną i trudną magię. Jak dotąd nie miała serca jej używać,
ale coś w niej pękło. Miała dosyć, lecz pokazała, że nie musi polegać na
innych.
Obróciła się do tyłu i ujrzała Kossa, musiał przyglądać się całemu wydarzeniu. Skamieniała.
<Koss?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz