Po raz kolejny przeszedłem wzdłuż całego
pokoju. Gdzie podziewała się Rin? Zatrzymałem się przy oknie. Słońce
zachodziło, barwiąc wszystko purpurą. Biały kociak łasił się o moją
nogę, wyrywając mnie z zamyślenia.
- Co powiesz na mały spacer? - spojrzałem na zwierzaka. Miauknął cicho w odpowiedzi. Podniosłem malca z ziemi i włożyłem za rozpiętą bluzę. Kociak wystawił łepek nad zamkiem błyskawicznym. - Wiem, że ci nie wygodnie, ale Rin zabiłaby mnie, gdybym cię zostawił samego. Na szafce przy wejściu dostrzegłem klucze. - Świetnie. - mruknąłem pod nosem. Zamknąłem drzwi i schowałem klucze do kieszeni. Już przed budynkiem rozejrzałem się zdezorientowany. Gdzie tu jest najbliższy sklep? Zaczepiłem starszą kobietę. - Przepraszam, szukam... - niesforny kociak wystawił głowę z bluzy - No właśnie... Kobieta spojrzała na mnie z uśmiechem. Jednak nim zdążyła cokolwiek powiedzieć, wyminąłem ją i podbiegłem do Rin. Pojawiła się niespodziewanie w tłumie ludzi. - Co ci się stało?! Kto... - rzuciła torbę z zakupami na ziemię i bez słowa przytuliła się do mnie. Odskoczyła zaskoczona, kiedy usłyszała miauknięcie kota. - Co...? - parsknęła śmiechem i poczochrała zwierzaka - Wracajmy do domu. - uśmiechnęła się przez łzy. Zdezorientowany objąłem ją ramieniem, podniosłem zakupy i zaprowadziłem bezpiecznie do mieszkania. Starsza kobieta obserwowała nas z tajemniczym uśmiechem. - Ach ci młodzi. - pokręciła głową. Odeszła kawałek i odwróciła się w stronę drzwi do klatki schodowej. Pewna, że zniknęliśmy w środku, wyjęła telefon z torebki i nieśpiesznie wybrała numer. - Znalazłam ją... <Rin? :)> |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz