To
pytanie trochę mnie zaskoczyło. Nie byłam przyzwyczajona do tego, że
ludzie okazują mi sympatię. Ale po chwili poczułam radość; zawsze
chciałam mieć kogoś bliskiego. Rill idealnie nadawała się na taką osobę,
bo nigdy nikogo aż tak nie polubiłam.
- Tak. - odpowiedziałam krótko. Nie potrafiłam powiedzieć nic więcej, ale ona chyba zrozumiała, bo odwzajemniła mój nieśmiały uśmiech. - To może pójdziemy już do tej stadniny? Powinnaś się trochę odprężyć po... no wiesz... - spuściła wzrok. - Jasne. Nie wracajmy już do tego. Prowadź. - odparłam spokojnie, po raz kolejny zdziwiona spójnością swej wypowiedzi. Wstała i ruszyła przed siebie, a ja obok niej. Wkrótce znalazłyśmy się poza obrębem Akademii, idąc ku mniej zatłoczonej części miasta - co mnie ucieszyło. Po kilkunastu minutach wędrówki naszym oczom ukazało się rozległe pole oraz drewniany budynek obok pastwiska, na którym konie spokojnie przeżuwały trawę. < Rill? :) > |
|
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz