- To jest powodem twojego zdumienia?
Po policzku Rin spłynęła jedne łza. Na wycieraczce siedział kociak, brudny i zaniedbany. Wyglądał jak siedem nieszczęść. Dziewczyna przykucnęła i wzięła zwierzaka na ręce.
- Kiedy byłam mała, ojciec przyniósł do domu takiego samego kociaka...
Objąłem ją ramieniem i podrapałem szczęściarza za uchem.
- Wygląda na podrzutka. Może..
- Nie mam mleka! - wcisnęła mi kociaka i wybiegła z mieszkania.
Pół minuty później wróciła.
- Zapomniałam butów i torebki. Zajmiesz się nim? Zaraz wrócę. - zrobiła błagalną minę.
- Jasne... - już jej nie było.
Zamknąłem drzwi i przyjrzałem się zwierzakowi.
- To zostaliśmy tylko my.
Zaniosłem go do łazienki i porządnie wyszorowałem. Wiem, koty nie lubią wody, ale cóż poradzę... Nagle okazało się, że kociak jest biały. Znalazłem ręcznik (może Rin mnie nie zabije) i zawinąłem w niego swoją ofiarę. W pokoju zwierzak wyskoczył z okrycia i zaszył się za szafą. Westchnąłem. Może sam wyjdzie... Piętnaście minut później Rin nadal nie było, a kociak zdążył już wyschnąć i prezentował się jako biała, puchata kulka. Na jednym z regałów znalazłem książkę. Położyłem się na grubym dywanie i zacząłem czytać. Kotek szybko znudził się zwiedzaniem mieszkania i zwinął w kłębek przy mojej głowie.
<Rin?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz