Dziewczyna splotła ręce na kolanach,
żebym nie zauważył jak drżą. Podniosła powoli głowę i spojrzała na widok
za oknem. Myślami wciąż była w mrocznym mieście.
- Rin...? - Dotknąłem jej ręki. Nagle wszystko zawirowało i zniknęło. Była ciemna noc, zbudziły mnie tajemnicze dźwięki dochodzące gdzieś z głębi mieszkania... Zobaczyłem wszystko jej oczami. Szczegół po szczególe... Czułem to samo co ona - strach, ból, nienawiść, rządzę krwi, smutek i... samotność. Uciekała z miasta zmęczona i przerażona. Widziałem, słyszałem i czułem wszystko tak wyraźnie, jakbym sam to przeżył. Wreszcie cały obraz zniknął i dostrzegłem przed sobą podłogę. Coś czerwonego kapało na wykładzinę. Ciężko dyszałem i klęczałem na podłodze. Otarłem krew z nosa. To..., nigdy wcześniej nie przeżyłem czegoś podobnego... Rin przykucnęła przy mnie. - Nic ci nie jest? - położyła mi rękę na ramieniu. - Rin..., ten obraz... - wydyszałem - nie jest przeklęty,.... to ostrzeżenie.... <Rin? :P> |
||
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz