Krążyłem po sali już od jakiegoś czasu.
Nie spodziewałem się, że Nelly zjawi się tutaj sama. Beze mnie...! No,
może nie do końca... Westchnąłem. Trzeba było przed wyjściem przywiązać
ją do łóżka... dla bezpieczeństwa. Siedziała przy stoliku z mężczyzną w
średnim wieku. Chyba sprzeczali się o coś. Zbliżyłem się nieco, ale
rozmawiali zbyt cicho. Raz spojrzała w moim kierunku. Chyba jednak mnie
nie rozpoznała w tym przebraniu kelnera. Chyba... Powoli podszedłem do
stolika i nachyliłem się nad Hasenem, podsuwając mu pod nos (dosłownie)
tacę z butelką trunku.
- Napije się pan czerwonego wina?
Mężczyzna odsunął się w bok, patrząc na mnie z wyrzutem.
- Uważaj z tym chłopcze. - warknął - Nie zamawiałem wina.
Nelly uśmiechnęła się dyskretnie.
- Oczywiście. To prezent od dyrekcji hotelu dla tak znamienitego gościa, jak pan. - ukłoniłem się lekko i zaprezentowałem butelkę.
- To Domaine de la Romanée Conti Grand Cru, bardzo dobry rocznik 1985. Wyprodukowano go z dorodnych i starannie dobieranych winogron dojrzewających w burgundyjskim słońcu winnic Gevrey-Chambertin. Słynie z głębi smaku i wspaniałego aromatu. Skosztuje pan? - zapytałem, otwierając butelkę.
Dobrze, że w dzieciństwie uczyłem się francuskiego i zdołałem przeczytać etykietkę... Facet rozpłynął się w samozadowoleniu i uśmiechnął łaskawie.
Nalewając drogi trunek do kieliszka "przypadkiem" rozlałem część na spodnie posła.
- Co ty wyprawiasz, niezdaro! - wydarł się na pół sali.
Wielu gości zwróciło na nas zaciekawione spojrzenia.
- Proszę mi wybaczyć... nie zamierzałem... - wyrwał mi z ręki białą ściereczkę, którą próbowałem wytrzeć plamę.
- Co ty tu robisz? - dziewczyna, korzystając z nieuwagi ojca, nachyliła się ku mnie.
- Pilnuję, żeby drań był grzeczny, a... i do twarzy ci w czerni. - puściłem do niej oko.
Nelly zarumieniła się lekko.
- Poradzę sobie... - wyczułem w jej głosie gniew i... niepewność.
- Co tam mamroczesz? - Hasen skończył osuszać spodnie i wyprostował się z godnością.
- Właśnie proponowałem pani dania z naszego menu. - uśmiechnąłem się niewinnie, a Nelly przybrała zakłopotany wyraz twarzy.
- Tak, zdecydowałam się na sałatkę Poire Douce au Roquefort.
- Merci madame. - puściłem do niej oko
Nelly przyglądała mi się podejżliwie. Z pewnością wiedziała, że coś kombinuję...
- A pan, czego sobie życzy? - zwróciłem się do mężczyzny.
- Innego kelnera, młodzieńcze! - wydawał się zdegustowany faktem, ze niezdarny kelner flirtuje z jego... córką.
- Niestety, obawiam się, że większość personelu jest w tej chwili zajęta. - uśmiechnąłem się niewinnie.
Facet odchrząknął i zanurkował nosem w menu.
- Tak... Poproszę Chevreuil en Sauce. Jaką dziczyznę podajecie?
- Najlepszą, panie Hasen.
Szybko oddaliłem się od stolika i wróciłem do kuchni. Powtórzyłem zamówienie młodemu kucharzowi. Na szczęście nikt jeszcze nie dostrzegł nieobecności kelnera, którego chwilowo "zastępowałem". Powolutku wprowadzałem w życie plan pod tytułem "jak uprzykrzyć życie staremu dur.niowi".
- Napije się pan czerwonego wina?
Mężczyzna odsunął się w bok, patrząc na mnie z wyrzutem.
- Uważaj z tym chłopcze. - warknął - Nie zamawiałem wina.
Nelly uśmiechnęła się dyskretnie.
- Oczywiście. To prezent od dyrekcji hotelu dla tak znamienitego gościa, jak pan. - ukłoniłem się lekko i zaprezentowałem butelkę.
- To Domaine de la Romanée Conti Grand Cru, bardzo dobry rocznik 1985. Wyprodukowano go z dorodnych i starannie dobieranych winogron dojrzewających w burgundyjskim słońcu winnic Gevrey-Chambertin. Słynie z głębi smaku i wspaniałego aromatu. Skosztuje pan? - zapytałem, otwierając butelkę.
Dobrze, że w dzieciństwie uczyłem się francuskiego i zdołałem przeczytać etykietkę... Facet rozpłynął się w samozadowoleniu i uśmiechnął łaskawie.
Nalewając drogi trunek do kieliszka "przypadkiem" rozlałem część na spodnie posła.
- Co ty wyprawiasz, niezdaro! - wydarł się na pół sali.
Wielu gości zwróciło na nas zaciekawione spojrzenia.
- Proszę mi wybaczyć... nie zamierzałem... - wyrwał mi z ręki białą ściereczkę, którą próbowałem wytrzeć plamę.
- Co ty tu robisz? - dziewczyna, korzystając z nieuwagi ojca, nachyliła się ku mnie.
- Pilnuję, żeby drań był grzeczny, a... i do twarzy ci w czerni. - puściłem do niej oko.
Nelly zarumieniła się lekko.
- Poradzę sobie... - wyczułem w jej głosie gniew i... niepewność.
- Co tam mamroczesz? - Hasen skończył osuszać spodnie i wyprostował się z godnością.
- Właśnie proponowałem pani dania z naszego menu. - uśmiechnąłem się niewinnie, a Nelly przybrała zakłopotany wyraz twarzy.
- Tak, zdecydowałam się na sałatkę Poire Douce au Roquefort.
- Merci madame. - puściłem do niej oko
Nelly przyglądała mi się podejżliwie. Z pewnością wiedziała, że coś kombinuję...
- A pan, czego sobie życzy? - zwróciłem się do mężczyzny.
- Innego kelnera, młodzieńcze! - wydawał się zdegustowany faktem, ze niezdarny kelner flirtuje z jego... córką.
- Niestety, obawiam się, że większość personelu jest w tej chwili zajęta. - uśmiechnąłem się niewinnie.
Facet odchrząknął i zanurkował nosem w menu.
- Tak... Poproszę Chevreuil en Sauce. Jaką dziczyznę podajecie?
- Najlepszą, panie Hasen.
Szybko oddaliłem się od stolika i wróciłem do kuchni. Powtórzyłem zamówienie młodemu kucharzowi. Na szczęście nikt jeszcze nie dostrzegł nieobecności kelnera, którego chwilowo "zastępowałem". Powolutku wprowadzałem w życie plan pod tytułem "jak uprzykrzyć życie staremu dur.niowi".
<Nelly?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz