Bez wahania pobiegłem za nią, ale już w pierwszej chwili straciłem ją z
pola widzenia. Po chwili zauważyłem jak idą do mnie mężczyźni, który
szukali Ksymko.
- Idziesz z nami. – Wzięli mnie pod ręce i podnieśli do góry.
- Puszczajcie! – Szarpałem się.
Chyba te szarpanie pójdzie na marne. Nie mam siły. Ostatnio jestem jakiś
słaby. Uderzyli mnie czymś w głowę, po tym ciosie moje oczy się
zamknęły, a w głowie widziałem tylko płaczącą Ksymko. Nie wiem czemu.
Chyba za dużo o niej myślę. No, ale cóż poradzić. Naglę czułem, że
dochodzę już do siebie, ale leżałem w jakiejś kałuży na dworze i
widziałem jak małe krople deszczu spadają mi na twarz. Po chwili
przypomniało mi się o Ksymko i choć nie miałem siły podniosłem się i
zacząłem jej szukać cicho wypowiadając jej imię, po chwili zacząłem
przyśpieszać, aż w końcu zacząłem biec. Znowu się wywróciłem. Hikaru..
Idioto. Przed sobą zobaczyłem Ksymko, która biegła w stronę mieszkania.
- Ksymko. – Zacząłem powoli wstawać z ziemi.
Chyba mnie zauważyła. Widziałem jak na mnie spojrzała.
- Proszę Cię.. Podejdź tu. – Powoli kierowałem się w jej stronę.
Znowu czułem, że upadam, ale tym razem nie pozwoliłem mojemu ciału
kolejny raz na zrobienie tego. Na szczęście udało mi się do niej
podejść.
- Głupiutka. Dlaczego uciekłaś? – Oparłem swoją głowę o jej czoło.
- Ja..
- Już cicho. Nie musisz odpowiadać. – Przytuliłem ją do siebie.
<Wena zniknęła D: Ksymko>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz