"Nikt nie ma ochoty zabrać się za to dziwne stworzonko?"-pomyślałam patrząc przez okno podczas lekcji.
Znów atakuje... Powiedziałam szeptem... -Huh? Co ty tam mówisz Shilin?-powiedział nauczyciel. -N-nie... nic.-powiedziałam wątpiąc w własne słowa. Wstałam kierując się w stronę drzwi... -Gdzie idziesz?-znów odezwał się nauczyciel -Muszę się wziąć za tego stworka. -Aa, ustalałaś to? To niebezpieczne. -Powiedzmy, ale spokojnie dam radę. -Shilin? Wybiegłam z klasy. Kierowałam się w stronę mojego mieszkania biegiem, potykając się i ledwo oddychając-byłam zmęczona. "I pomyśleć że podczas walki się w ogóle nie męczę"-pomyślałam. Weszłam do mieszkania, uczesałam sobie kitkę otworzyłam starą szafę w której trzymałam mój osprzęt, chwyciłam miecz i wybiegłam z mieszkania kierując się w stronę akademii... znowu. Ludzie odwracali się gdy przebiegałam obok... ----------------------------------------------------------------------------------------- Oooo.... W końcu, dlaczego to tak daleko?! Stanęłam naprzeciw "duszka" i wyciągnęłam miecz. -No to dawaj.-Uśmiechnęłam się. Ruszył na mnie z przeraźliwą szybkością. -O-O-O-O...! Matko Boska!-Odwróciłam się i ruszyłam przed siebie uciekając. Szybko, szybko, szybko....!! Złapałam miecz, odwróciłam się w stronę zjawy. Ścisnęłam trzon mocniej i zaatakowałam. Zamknęłam oczy, stwór rozstąpił się na dwie części na ułamek sekundy po chwili znów łącząc się. Taktyka była prosta: Uciekam, po chwili zatrzymuje się, odwracam, siekam na kawałeczki, on się znów łączy i nic nie przynosi efektu. -No zdechnij cholero!! Zdychaj, zdychaj, zdychaj!! Pobiegłam trochę szybciej zostawiając stworka w tyle, stanęłam, oparłam się o kolana i łapczywie zaczęłam wciągać powietrze... Zanim zdążyłam troszkę odetchnąć zjawa już była przy mnie a ja znów musiałam biegać. ---------------------------------------------------------------------------------------------- -O rany....- ledwo wydusiłam. Zaraz tu zejdę... Spojrzałam na jego pierś i zauważyłam dziwny kamień. -To jego serce?-powiedziałam do siebie, dysząc. Chwyciłam swój sztylet który znalazłam dziś przez przypadek.... Retrospekcja --------------> ________________________________________________ Tu, tu, tu... Poranek: Kurczę, gdzie jest nóź do masła?! *idzie do szafy gdzie trzyma miecz itp.* *szuka, szuka, szuka* Ooo! Sztylet, może być. ________________________________________________ Ekhem, nie ważne. Kucnęłam, zjawa zbliżała się do mnie... skupiłam się i rzuciłam sztyletem trafiając w jego "serce". Stworek zatrzymał się, spojrzał na swoją pierś... i znów ruszył na mnie. -Serioo?! Jak? Jak się pytam?! Zdychaj!! CDN |
|
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz