poniedziałek, 10 marca 2014

Od Shilin misja "Groźny nieznajomy"

"Nikt nie ma ochoty zabrać się za to dziwne stworzonko?"-pomyślałam patrząc przez okno podczas lekcji.
Znów atakuje... Powiedziałam szeptem...
-Huh? Co ty tam mówisz Shilin?-powiedział nauczyciel.
-N-nie... nic.-powiedziałam wątpiąc w własne słowa.
Wstałam kierując się w stronę drzwi...
-Gdzie idziesz?-znów odezwał się nauczyciel
-Muszę się wziąć za tego stworka.
-Aa, ustalałaś to? To niebezpieczne.
-Powiedzmy, ale spokojnie dam radę.
-Shilin?
Wybiegłam z klasy.
Kierowałam się w stronę mojego mieszkania biegiem, potykając się i ledwo oddychając-byłam zmęczona.
"I pomyśleć że podczas walki się w ogóle nie męczę"-pomyślałam.
Weszłam do mieszkania, uczesałam sobie kitkę otworzyłam starą szafę w której trzymałam mój osprzęt, chwyciłam miecz i wybiegłam z mieszkania kierując się w stronę akademii... znowu.
Ludzie odwracali się gdy przebiegałam obok...
-----------------------------------------------------------------------------------------
Oooo.... W końcu, dlaczego to tak daleko?!
Stanęłam naprzeciw "duszka" i wyciągnęłam miecz.
-No to dawaj.-Uśmiechnęłam się.
Ruszył na mnie z przeraźliwą szybkością.
-O-O-O-O...! Matko Boska!-Odwróciłam się i ruszyłam przed siebie uciekając.
Szybko, szybko, szybko....!! Złapałam miecz, odwróciłam się w stronę zjawy.
Ścisnęłam trzon mocniej i zaatakowałam. Zamknęłam oczy, stwór rozstąpił się na dwie części na ułamek sekundy po chwili znów łącząc się.
Taktyka była prosta:
Uciekam, po chwili zatrzymuje się, odwracam, siekam na kawałeczki, on się znów łączy i nic nie przynosi efektu.
-No zdechnij cholero!! Zdychaj, zdychaj, zdychaj!!
Pobiegłam trochę szybciej zostawiając stworka w tyle, stanęłam, oparłam się o kolana i łapczywie zaczęłam wciągać powietrze...
Zanim zdążyłam troszkę odetchnąć zjawa już była przy mnie a ja znów musiałam biegać.
----------------------------------------------------------------------------------------------
-O rany....- ledwo wydusiłam.
Zaraz tu zejdę...
Spojrzałam na jego pierś i zauważyłam dziwny kamień.
-To jego serce?-powiedziałam do siebie, dysząc.
Chwyciłam swój sztylet który znalazłam dziś przez przypadek....
Retrospekcja -------------->
________________________________________________
Tu, tu, tu...
Poranek:
Kurczę, gdzie jest nóź do masła?!
*idzie do szafy gdzie trzyma miecz itp.*
*szuka, szuka, szuka*
Ooo! Sztylet, może być.
________________________________________________
Ekhem, nie ważne.

Kucnęłam, zjawa zbliżała się do mnie... skupiłam się i rzuciłam sztyletem trafiając w jego "serce". Stworek zatrzymał się, spojrzał na swoją pierś... i znów ruszył na mnie.
-Serioo?! Jak? Jak się pytam?! Zdychaj!!
CDN



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz