Trochę się zdziwił. Mój tajemniczy uśmiech nie zniknął . Z ładem wyjęłam
mój miecz. Miał on rękojeść z mahoniowego drewna. Był dość długi...
- Jak tam go mieścisz? - zapytał.
- A wiesz, mam rozkładany... - zaśmiałam się a on mi zawtórował.
W sumie było to prawda, może to dziwne ale mam rozkładany miecz...
Spojrzałam na zegarek. A, mamy 20 minut. To spokojnie...
- Czymże władasz? - spytałam ze śmiechem.
- A łukiem strzelam, a ty raczej mieczem władasz.
Powtórnie spojrzałam na zegarek.
-O matko! Spóźnimy się!
<Koss xd>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz