-
Chciałam się o coś jeszcze zapytać - uniosła podbródek. - O co znowu
chodzi? - odwrócił się do niej. - Wiesz może, gdzie znajdę dyrektora?
Chyba powinnam podpisać jakieś papiery. - Poszukaj sama, zorintujesz się
trochę w terenie -mruknął, a Licey mu tylko odwarknęła i obróciła się
na pięcie. Jej peleryna przywierała do niej niczym cień, przy okazji
dodawała jej pewnego rodzaju tajemniczości. O dziwo na końcu peleryny
można było dostrzec trochę szkarłatnego koloru. To była krew. Licey szła
korytarzami na darmo szukając gabinetu dyrektora. Westchnęła głęboko i
przywołała do siebie swoję laskę. Chwyciła ją w dłoń i stuknęła o ziemię
trzy razy, a dziwczynę zaczęła otaczać bordowa aura. Dziewczyna
uśmiechnęła się do siebie. Teraz wiedziała, w którym miejscu jest
upragniony gabimet dyrektora. Laska znikła z jej ręki, a ona sama
ruszyła przed siebie. Za pierwszym razem dotarł tam, gdzie chciała.
Dyrektor dał jej plan lekcji i regulamin szkoły.
Teraz Licey zamierzała iść na upragnione lekcje, jednak wpadła na chłopaka, którego widziała wcześniej i się wywróciła. <Kawaii? :>> |
|
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz