Wyszedłem zza rogu budynku, kiedy ktoś wpadł na mnie z impetem. W
ostatniej chwili złapałem dziewczynę, chroniąc przed upadkiem. Spojżałem
w dół w ogromne, smutne oczy. Drobna twarzyczka nabrała nagle koloru
dojżałej wiśni.
- W porządku? - spuściła wzrok i odniosłem wrażenie, że miała ochotę zapaść się pod ziemię.
Wyrwała się gwałtownie i jak gdyby nigdy nic, poprawiła niebieską spinkę wpiętą w gęste, jasne włosy.
- Oczywiście. Uważaj jak chodzisz. - powiedziała spokojnie, patrząc gdzieś w bok.
Zaskoczyła mnie. Nie bardzo wiedziałem jak powinienem się zachować. W końcu uśmiechnąłem się lekko.
- Jestem Koss, a ty?
Podniosła dumnie głowę. Była prawie mojego wzrostu.
- Nelly. - powiedziała cicho.
Parsknąłem. W tej chwili wyglądała jak mała, uparta dziewczynka, która za wszelką cenę chce uchodzić za odważną.
- Co cię tak śmieszy?! - spytała wyzywająco.
- Przypominasz mi kogoś. - uśmiechnąłem się do niej, ale nadal
wyglądała, jakby miała ochotę udusić mnie gołymi rękoma - Dość ciepło
dzisiaj. Może w ramach przeprosin masz ochotę na lody?
<Nelly?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz