środa, 5 marca 2014

Od Kutamo - Wizja

Poziom wody sięgał sufitu. Daremnie próbował nabrać powietrza, płuca paliły żywym ogniem. Coś go trzymało i wciągało w głębiny. Obok dostrzegł wypełnione przerażeniem oczy siostry. Samochód, w którym byli uwięzieni, właśnie szedł na dno. Nagle coś czarnego przemknęło za szybą. Kształt zatrzymał się i uderzył w okno tuż obok chłopca. Jeden, drugi, trzeci. Na szybie pojawiła się siateczka pęknięć... Obudź się.... Z oddali dobiegał znajomy głos. Obudź się....! Kto go wołał?
- Obudź się! - otworzył oczy i gwałtownie usiadł.
Po drodze uderzył w coś z impetem.
- Auć! To boli, idioto! - obok na podłodze siedziała drobna blondynka, masując zawzięcie obolałe czoło.
Patrząc na dziewczynę, zapomniał o dręczącym go koszmarze i uśmiechnął się delikatnie.
- W porządku, siostra?
Rill usiadła na brzegu łóżka, poklepując z troską kołdrę.
- Znowu ten koszmar?
- Już dobrze, to tylko sen, a jak czoło?
- już nie boli. - skłamała i uśmiechnęła się niepewnie.
Spojrzała na chłopaka z wyraźną z troską. Właśnie odpłynął myślami gdzieś daleko. Pewnie do tego strasznego wydarzenia z dzieciństwa, kiedy stracił rodzinę, a sam przeżył cudem. Po cichu wyszła z pokoju i wróciła do swojego łóżka w sypialni za ścianą. Kutamo często krzyczał przez sen, męczyły go wspomnienia. Pijany ojciec Rill przychodził wtedy na górę i krzyczał na chłopaka, czasem go bił. Kutamo wybiegał w piżamie z domu i wracał dopiero nad ranem. Z czasem dziewczyna nauczyła się wyczuwać niespokojny sen przybranego brata, zanim ten zaczął krzyczeć. Cichutko przysiadała na łóżku i tuliła go dopóki się nie uspokoił. Wychowywali się jak rodzeństwo, mimo że byli kuzynostwem pierwszego stopniach. Ich ojcowie byli braćmi. W dniu 6 urodzin dziewczyny, ojciec przyprowadził chłopaka do domu całego mokrego i zmarzniętego. Wściekły pchnął Kutamo w jej stronę i wyszedł z salonu. Na odchodne rzucił przez ramię: "Zajmij się nim. Od dzisiaj będzie z nami mieszkał". Nie było ojca przez kilka dni. Nie przeszkadzało jej to. Od śmierci mamy zaczął pić i stał się agresywny. Czasem w pijackim transie przychodził do niej z pasem. W szkole nosiła ubrania z długim rękawem, żeby nikt nie dostrzegł siniaków. Zdarzało się też, że ojciec przychodził do niej w nocy i cicho płakał przy łóżku, myśląc, że śpi. Już od najmłodszych lat musiała radzić sobie sama, szybko nauczyła się sprzątać, gotować i opiekować pijanym ojcem. Tej nocy, kiedy przyprowadził Kutamo, zniknął na 5 dni. Zajęła się chłopcem. Na początku tylko stał i patrzył na nią z przerażeniem. Wzięła go delikatnie za rękę i zaprowadziła na górę do pokoju, który obecnie zajmował. Przygotowała łóżko i zdjęła z niego mokre ubranie. Przyniosła starą koszulkę ojca i ciepłe kakao. Zastała go skulonego w kącie pokoju. Obejmował kolana ramionami i płakał. Przemawiając do niego łagodnie, zaprowadziła ponownie do łóżka. Nie protestował. Przykryła kuzyna kołdrą i zapaliła nocną lampkę na szafce obok. Głaskała go po dłoni, nucąc kołysanki. Nie reagował na nic, tylko patrzył w sufit. Zasnął późno w nocy. Nigdy nie wracali do tamtego zdarzenia.
Kutamo otrząsnął się wreszcie ze wspomnień i powlókł do łazienki. Z lustra przy umywalce obserwowały go smutne, podkrążone oczy. Z rezygnacją ściągnął piżamę i wziął zimny prysznic. Jeszcze raz przejrzał się w lustrze. Niestety jego odbicie nadal nie przedstawiało się najlepiej. Umył zęby, rozczesał długie czarne włosy i związał niedbale w kucyk. Nie przeszkadzało mu, że były mokre. Wszystko robił machinalnie i z nostalgią. Już na schodach poczuł kuszący zapach grzanek i jajecznicy, to sprawiło, że nieco się ożywił i przyspieszył kroku. W kuchni zastał Rill krzątającą się z patelnią przy talerzach.
- Nareszcie wstałeś śpiochu! - rzuciła przez ramię z uśmiechem.
Śniadanie spędzili w miłej atmosferze, wesoło rozmawiając. Rill ćwierkała jak mały ptaszek. Uwielbiał to, kiedy się uśmiechała. Drobna blondyneczka z grubym warkoczem przerzuconym przez ramię. Jasnoniebieska sukienka z krótkim rękawem i dekoltem odsłaniającym ramiona, podkreślała błękitne oczy i delikatne rysy. Miałaby wielu przyjaciół, gdyby nie wrodzona nieśmiałość.
- Czas się zbierać, mała! - krzyknął z przedpokoju.
Zarzucił na ramię torbę i wyszedł przed dom. Zawsze odprowadzał Rill do szkoły, miał po drodze i nie martwił się o jej bezpieczeństwo. Po minucie dziewczyna wybiegła z domu, zatrzaskując z hukiem drzwi. Pospiesznie przekręciła klucz w zamku. 
- Już idę nerwusie! - jednak wbrew wypowiedzianym słowom, przystanęła.
Przyjrzała mu się krytycznie. Był nawet przystojny w czarnych jeansach i białej, niedopiętej koszuli z podwiniętymi rękawami. Całości dopełniał luźno zawiązany krawat i parę ciemnych kosmyków opadających na twarz.
- Mógłbyś wreszcie znaleźć sobie dziewczynę. - powiedziała z wyrzutem.
- Co? - myślami był daleko.
Potrząsnął głową z rezygnacją. Nie było sensu z nią dyskutować. skinął lekko w stronę furtki.
- Gotowa?
Naburmuszona założyła ręce na piersi i wyszła na ulicę, nie oglądając się za siebie. Kutamo uśmiechnął się lekko. Za to ją tak uwielbiał. Szybko dogonił Rill. Zresztą, nie było to takie trudne, robiła dwa kroki na jego jeden. Nachylił się lekko w jej stronę i szepnął:
- Nie złość się na mnie, bo nasze Tegu nie da ci dzisiaj spokoju. 
Uśmiechnęła się mimo woli. Kiedy byli mali, często opowiadała stare bajki o psotnych japońskich duchach, które słyszała od sąsiadki pochodzącej z Kraju Kwitnącej Wiśni. Dalsza droga do liceum przebiegła w milczeniu. Przed samą bramą do szkoły objęła go szybko i pobiegła na lekcje. Stał tak jeszcze przez chwilę, obserwując jak znika w tłumie uczniów. Nagle budynek przed nim zniknął spowity gęstą, mleczną mgłą. Zapanowała zupełna cisza. Powoli mgła rozrzedziła się na tyle, że dostrzegł grupkę pijanych mężczyzn pokazujących sobie palcami drobnej budowy dziewczynę o bardzo jasnych włosach. Jeden odszedł od reszty i potoczył się w stronę dziewczyny. Kutamo zacisnął pięści, jednak nie mógł zrobić nic więcej. Pijak zagonił ofiarę pod ścianę jakiegoś budynku i przyglądał jej się obleśnie. Wymienili parę słów, ale żaden dźwięk nie rozdarł ciszy. Niespodziewanie za plecami mężczyzny stanął chłopak - albinos i jednym silnym ruchem przewrócił faceta na ziemię. Niedoszły napastnik pozbierał się niezgrabnie i szybko oddalił chwiejnym krokiem przy wtórze śmiechów kumpli - meneli. Kutamo odetchnął z ulgą. Mgła zniknęła ustępując rzeczywistości. Zdążył się już przyzwyczaić, że wizje nawiedzały go w najmniej odpowiednim momencie. Nie był pewien czy to zdarzenie właśnie miało miejsce, czy wkrótce się wydarzy. Był pewien, że skończy się szczęśliwie dla dziewczyny i że za pewien czas ich drogi się skrzyżują. Zamyślony ruszył w stronę Akademii.

< Jak ktoś chce , może dokończyć >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz