Nagle wszystko ustało. Przestałem słyszeć złowrogie szepty i czuć
lodowate łapska. Powoli podniosłem się z ziemi. Rin nadal stała na
środku pokoju, wpatrując się w kupkę popiołu na dywanie.
- W porządku? - podszedłem do niej.
Nie wyglądała na ranną. Dostrzegłem kilka zadrapań i siniaków, nic więcej. Ubranie pokrywały szkarłatne plamy...
- Już po wszystkim... - wyszeptała - Ten dr.ań już nie wróci! -
uradowana zaczęła tańczyć po całym pokoju - Jestem wolna! - krzyknęła.
Na koniec padła na kanapę z błogim uśmiechem. Przez te wszystkie lata
żyła w ciągłym strachu, więc nie dziwiło mnie jej zachowanie. Usiadłem
przy niej i odgarnąłem jeden ze złotych kosmyków z twarzy dziewczyny.
Otworzyła oczy.
- Dziękuję. - niespodziewanie pocałowała mnie w policzek i pobiegła do kuchni.
Zaskoczony trwałem tak przez chwilę w bezruchu.
- Rin, chciałbym z tobą porozmawiać...
<Rin? ;)>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz