- Nie przeszkadza mi to. - ująłem jej
dłoń i delikatnie rozmasowałem - Jak na kogoś, kto używa rąk do pracy,
masz wyjątkowo delikatną skórę.
Zaczerwieniła się jeszcze bardziej i odsunęła o krok, wyrywając przy okazji rękę z moich.
- Szkoła, pamiętasz? - wyminęla mnie, patrząc gdześ w bok.
Całą drogę do Akademi przeszliśmy w milczeniu. Nelly starała się utrzymać między nami bezpieczną odległość.
- Przepraszam, jeśli tam na klatce zrobiłem coś niewłaściwego...
- Nie, w porządku... - nadal nie patrzyła mi w oczy - Jakie masz zajęcia?
Wyjąłem z kieszeni kartkę z planem lekcji.
- Zdaje się, że na placu ćwiczeń. Dzisiaj trening z łuku. Może Mistrz Mika nie urwie mi głowy. - zaśmiałem się cicho - A ty?
- Wykład z historii wielkich magów. - westchnęła i mrugnęła do mnie.
- Odprowadzę cię pod salę. - cóż poradzę, że w moich oczach była bezbronną istotką, musiałem się nią zaopiekować...
Tak to sobie przynajmniej wdety tłumaczyłem. Nie protestowała. Przed
drzwiam do klasy złapałem ją za rękę. Zbyt późno zdałem sobie sprawę z
tego, co robię.
- U... uwazaj na siebie... - wyjąkałem i szybkim krokiem ruszyłem przez pusty korytarz.
Nie miałem zamiaru wracać na zajęcia, nie teraz. Wyszedłem tylnym
wyjściem ze szkoły niedaleko placu do ćwiczeń. Zza gęstej ściany krzaków
dochodziły spokojne komendy Mistrza. Jednak zmierzałem w zupełnie innym
kierunku. Idąc razem z Nelly, dostrzegłem za rogiem szkoły czarną
postać. Może było to tylko złudzenie, a może nie...? Musiałem to
sprawdzić. Zakradłem się cicho do miejsca, gdzie poraz ostatni, jak mi
się zdawało, widziałem tajemniczą postać. Istotnie, facet nadal kucał w
zaroślach, przyglądając się uczniom na polanie. Wiedział, że Nelly tu
chodzi. Należało to skończyć raz na zawsz! Wyciągnąłem czarny sztylet
ukryty pod nogawką spodni i ruszyłem bezszelestnie w stronę przeciwnika.
Mężczyzna był zbyt zaksoczony, by w porę zareagowac, kiedy złapałem go
za ramię i pchnąłem na ścianę budynku. Doskoczyłem do niego i
przyłożyłem ostrze do gardła.
- Czego chcesz od Nelly?! - powiedziałem cicho.
Facet zaśmiał się drwiąco.
- Więc teraz tak się nazywa moja, mała laleczka?
Nie miałem cierpliwości na grzeczną wymianę zdań. Nie teraz, kiedy ten
byd.lak mógł skrzywdzić Nelly. Szybkim ruchem wbiłem kolano w żolądek
mężczyzny. Skulił się na trawie, cicho jęcząc. Złapałem go za przód
marynarki i podciągnąłem na wysokość mojej twarzy.
- A teraz porozmawiajmy o Nelly... - wyszeptałem złowieszczo.
< Nelly ? Z pazurkiem ;) >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz