Miała piękne oczy. Mógłbym w nich zatonąć... Sam nie wiem, kiedy
położyłem rękę na jej karku i przyciągnąłem do siebie. Jej usta
smakowały wiśniami. Nagle odepchnęła mnie i wstała z łóżka.
- Nelly, jeśli... - nie chciałem jej przestraszyć.
Spuściła głowę, pozwalając luźnym kosmykom zakryć zarumienioną twarz.
- Ja..., zaraz wrócę... - pobiegła do łazienki, zatrzaskując za sobą drzwi.
Brawo Koss, geniuszu! Przeczesałem ręką włosy. To tyle, jeśli chodzi o
moje doświadczenie z romantyzmem... Rozejrzałem się bezradnie po
mieszkaniu. Mój wzrok padł na poskładaną kartkę papieru, która,
najwidoczniej uszła uwadze Nelly. Podniosłem ją z ziemi i
rozprostowałem. Musiał ją upuścić jeden z tych dra.ni. Przebiegłem
wzrokiem kilka linijek napisanych starannym, pochyłym pismem. To list do
Nelly od... Urlyka Hasena. Czego zagraniczny poseł może chcieć od
zwykłej dziewczyny? Nagle przypomniałem sobie historię zmarłej córki
Hasena - Ursuli... Zamarłem. Nelly była tą... córką... Kartka wypadła mi
z rąk. Mężczyzna cieszył się, że ją odnalazł i chciał się spotkać.
Oczywiście cała sprawa śmierdziała na kilometr. Czego od niej chciał? Na
pewno nic dobrego. Podjąłem decyzję. Podniosłem kartkę i schowałem ją
do tylnej kieszeni jeansów akurat w chwili, gdy Nelly wyszła z łazienki.
- Koss, przepraszam cię. Ostatnie wydarzenia... -
- W porządku. Nie tłumacz się. - podszedłem do niej.
<Nelly? :D>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz