Widząc Nelly w takim stanie, skamieniałem. Na szczęście Rill nie
straciła głowy. Szturchnęła mnie w bok i wskazała na dziewczynę.
- Idź do niej ośle. - wyszeptała.
- Jasne... - westchnąłem ciężko i podszedłem do zapłakanej Nelly.
Rill wróciła do swojego pokoju. Chociaż jeden kłopot z głowy - pomyślałem tuląc do siebie dziewczynę.
- Już wszystko dobrze. Zaopiekuję się tobą. - wyszeptałem w jej włosy.
- Mam już tego dość! Ciągłego oglądania się za siebie. Strachu na dźwięk
czyiś kroków.... - powiedziała cicho, mocząc mi koszulę kolejną falą
łez.
- Jesteś bezpieczna. - wziąłem ją na ręce i zaniosłem do swojego pokoju.
Delikatnie położyłem Nelly na łóżku i przykryłem kołdrą.
- Zdrzemnij się trochę. Dzisiaj zostaniesz u mnie. - chciałem wycofać
się na korytarz, ale uniosła zapłakaną twarz i wyciągnęła rękę.
- Zostań... - wyszeptała.
I co powinienem teraz zrobić? Jak ją pocieszyć? Usiadłem koło niej po
drugiej stronie łóżka. Odwróciła się do mnie i złapała za rękę.
Drgnąłem. Nie jestem przyzwyczajony do sytuacji, w których kobiety
płaczą. Chyba każdy facet ma z tym problem. Położyłem się koło niej i
przytuliłem, głaszcząc po włosach. Minęło sporo czasu, nim uspokoiła się
i zasnęła. Chol.era, gdzie mam teraz spać...? Może by tak wykopać
Rill.... - uśmiechnąłem się złośliwie. Powoli centymetr po centymetrze,
zacząłem wyplątywać się z jej ramion. Nagle zamarłem. Poruszyła się we
śnie z twarzą zaledwie kilka centymetrów od mojego nosa... "Koss...?" -
wymówiła moje imię. Super teraz nawiedzam ją w snach. Mam tylko
nadzieję, że nie obudzi się z krzykiem... Nie miałem wielkiego wyboru,
grzecznie wróciłem na miejsce. Pół godziny później poczułem jak cierpnie
mi ręka... Westchnąłem. Do rana zostało jeszcze kilka godzin....
<Nelly? sama się prosiłaś :)>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz