sobota, 8 marca 2014

Od Eveline CD Mitsuko

Czułam się obserwowana. Byłam pewna, że on za mną idzie, zastanawiało mnie tylko, dlaczego. Uparty jest. Mimo wszystko, lubię takich.
Popatrzyłam na bawiące się w parku dzieci i uśmiechnęłam się do siebie. Zerknęłam na zegarek w telefonie. W sumie, to miałam jeszcze trochę czasu, więc mogłam sobie na to pozwolić. Usiadłam na ławeczkę, wcześniej przecierając ją ręką. Wiadomo – brud i zarazki. Westchnęłam, wsłuchując się w śpiew ptaków. „Niech one już się zamkną.” Mruczałam w myślach, na zewnątrz wyglądając na całkowicie zrelaksowaną. Niech ten świat mnie zostawi. Błagam, bądźcie już cicho…
Powietrze przebił paniczny wrzask. Jakiś buldog wyrwał się z rąk starszej pani i gnał teraz w moją stronę, przy okazji kłapiąc pyskiem.
„Boże… Bądźcie przeklęci, bogowie wojen.” Warknęłam w myślach, uchylając się przed skaczącym psem. Jakie to było durne. Zamiast podejść i mnie chapnąć, to stwierdził, że sobie poskacze. No i nadział się na ławkę.
— Reksio! Reksio, nie! – Krzyknęła kobieta, chwytając psa i zapinając mu smycz. Niepewnie spojrzała w moją stronę. – Um… Przepraszam…
— Nic się nie stało – uśmiechnęłam się, kiwając głową w stronę staruszki. – Ale na przyszłość wie pani, trzeba pilnować pieska.
— Tak, jasne… - Szepnęła z wdzięcznością.
— Gó*no prawda. – Warknął zirytowany głos obok mnie. Błagam, nie. – Psem należy się zajmować, jak chce się go mieć. To nie jest pani pies, prawda?
— N… No niby nie…


<Mitsu>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz