W sklepie była straszna kolejka. Ludzie rozpychali się na wszystkie
strony. Gdy starsza pani odeszła od kasy, nastąpiła moja kolej.
Zapłaciłam za produkty i wyszłam. Zaczęło się ściemniać, a w ciemności w
mieście może być niebezpieczne. Zawsze bałam się ciemnych zaułków,
parków...
Jednak musiałam go pokonać. Przechodząc obok starej kamienicy, poczułam
że ktoś za mną idzie. Nie było w tym nic dziwnego, ale miasto o tej
porze było puste. Przyśpieszyłam kroku, a ktoś za mną także. Do domu
miałam już blisko. Mój marsz zamienił się w bieg, ale daleko nie
zabiegłam, przeklęte obcasy! Poślizgnęłam się na skórce od banana.
Ktoś za mną miał kominiarkę na głowie. Podniosłam się i poczułam jak
chwytają mnie silne ramiona. Chciałam krzyczeć, ale nieznajomy
przycisnął mi do twarzy jakąś szmatkę. Powoli traciłam przytomność, ale
ostatkiem sił zamachnęłam się nogą i podarowałam napastnikowi kopniaka w
krocze. Facet osunął się na ziemię, ale niestety to samo stało się z
mną.
*** Później
Ocknęłam się. Próbowałam wstać, ale coś stało się z moimi nogami.
Próbowałam ruszyć rękami, ale też coś z nimi się stało. No tak,
związane. Nic nie widziałam, bo na oczach miałam jakąś szmatkę. Też
chciałam krzyczeć, ale usta miałam zaklejone taśmą.
- Mhmm... - próbowałam coś powiedzieć.
Jedną ręką rozwiązałam supeł na rękach, przez co oswobodziłam się ze
sznura. Odwiązałam chustkę z moich oczu. Pozbyłam się więzów na nogach i
delikatnie odkleiłam taśmę. Byłam w jakimś magazynie. Zauważyłam małe
okienko. Wspięłam się do niego po pudłach i otworzyłam je. Wyszłam i
uciekłam jak najdalej od mojego więzienia.
***
Niedaleko zauważyłam moje zakupy. Chwyciłam je i pobiegłam sprintem do domu.
<Koss?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz