poniedziałek, 3 marca 2014

Od Licey

Dziewczyna znurzona wyszła z łazienki ubrana w świeże ciuchy, a mianowicie w czarną sukienkę, a na plecy zarzuconą miała pelerynę w kolorze identycznym jak pozostała część jej ubioru. Odkryte miała jedynie swoje nogi. Spojrzała na zegarek i westchnęła. Założyła buty i wyszła z pokoju uprzednio zamykając za sobą drzwi na klucz. Szła szerokim korytarzem hotelu, wzrokiem szukając jej ukochanej hotelowej windy. No i znalazła. Weszła do niej i drzwi zamknęły się automatycznie.
Na parterze przywitał ją wiecznie uśmiechnięty portier, a ona przytaknęła i podała mu klucze od swojego pokoju.
Ulicami miasta szybko przemieszczali się ludzie, którzy najwyraźniej spieszyli się do pracy. Wzrok Licey przyciągnął tłum stojących gapiów i policja. Naciągnęła kaptur na głowę. Podeszła bliżej i zerknęła na cały powód zamieszania. Na bruku leżał człowiek, dziewczyna nie mogła stwierdzić jakiej był płci, a może mogła? Twarz była rozszarpana, nogi i ręce odcięte. Policja jeszcze nie zakryła zwłok. Ociągają się, były już tam o szóstej, a jest dziewiąta. Cey odwróciła wzrok i zwyczajnie odeszła.
*
Dziewczyna skierowała się w stronę drzwi wejściowych akademii. Od razu w oczy rzuciła jej się przyjemna atmosfera tego miejsca. Weszła do środka i zaczepiła pierwszego ucznia, który nawinął się jej pod rękę.
- Przepraszam... - ściągnęła kaptur - mogę prosić o pomoc?
<Ktoś coś?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz